Wszystkie wpisy

Pacjent poszedł do lekarza z bólem brzucha - w środku znaleziono coś wielkiego i śmierdzącego

Choroba Hirschsprunga to wrodzone schorzenie genetyczne, polegające na braku śródściennych zwojów nerwowych w dystalnym odcinku jelita grubego. Ta choroba unerwienia jelita sprawia, że po prostu mamy poważne problemy z wypróżnianiem się. Nasz dzisiejszy bohater – 22-letni mieszkaniec Szanghaju – przekonał się o tym na własnej skórze.

Na chorobę Hirschsprunga cierpi średnio 1 na 5 000 osób. Wszystko zaczyna się zaraz po urodzeniu. Na początku są to lekkie zaparcia, które z czasem stają się coraz bardziej uciążliwe. Chory w którymś momencie zaczyna poważnie przybierać na wadze, aż w końcu jego brzuch jest tak wielki i tak bardzo boli, że nie da się już z tym żyć.

Powróćmy jednak do naszego bohatera z Chin. Zaparcia towarzyszyły mu od zawsze, a więc myślał, że tak po prostu już musi być. Od czasu do czasu stosował środki na przeczyszczenie, jednak przynosiły one tylko chwilowa ulgę. 22-latek w końcu miał dosyć sytuacji, w jakiej się znajdował i postanowił coś z tym zrobić. Udał się więc do szpitala, gdzie przeprowadzono całą serię badań.

Prześwietlenie wykazało obecność ogromnej ilości fekaliów, które zalegały w jelicie. Podobno brzuch pacjenta wyglądał tak, jakby ten był w dziewiątym miesiącu ciąży. Nie czekano więc długo i szybko przystąpiono do operacji. Lekarze usunęli niemal 75 cm jelita, w których znajdowało się aż 13 kilogramów kału. Nie musimy chyba dodawać, że całemu zabiegowi towarzyszył okropny zapach.

Niestety w przypadku tej choroby, prawie zawsze potrzebna jest operacja w którymś jej etapie. Na szczęście jej poprawne wykonanie sprawia, że chory po prostu pozbywa się schorzenia. Można jednak rozpoznać je bardzo wcześnie. Jeśli dziecko w ciągu pierwszych 48 godzin swojego życia nie zrobi charakterystycznej czarnej kupy, to pierwszy sygnał dla rodzica, który powinien szybko zająć się całą sprawą.

Do ulubionych Pobierz Komentarze

Głosy

Dodano 29 sierpnia 2019 o 18:08 przez e-wonsz
Atak dyrektorki LOT-u na linie British Airways wywołał w internecie prawdziwą burzę - oto co napisała
Dyrektor operacyjna LOT Cabin Crew - Katarzyna Richter - opublikowała w sieci wpis, który wywołał prawdziwą burzę. Kobieta opisała rejs liniami British Airways i nie szczędziła gorzkich i przykrych słów. Skomentowała wygląd personelu pokładowego w najgorszy z możliwych sposobów i opublikowała zdjęcie, które wykonała z ukrycia. Jak na profesjonalistkę i osobę doświadczoną, pani Katarzyna wykazała się brakiem wyczucia na najwyższym poziomie.

Niewypastowane buty, dziury w rajstopach, opinający się mundur, podwójny podbródek, psujące się i nierówne zęby, fryzura w nieładzie. Jeśli o resztę obowiązków dbają jak o swój wygląd to... nie, nie poddam się efektowi aureoli i nie będę wyciągać wniosków dotyczących kompetencji zawodowych na podstawie wyglądu

- napisała Richter.

Wpis został umieszczony na prywatnym profilu pani dyrektor, jednak został zauważony i umieszczony na bardzo popularnym blogu prowadzonym przez stewarda - A Fly Guy - gdzie posypała się cała lawina komentarzy. Sama firma LOT odcięła się od wypowiedzi swojej pracownicy:

Komentarz zamieszczony na prywatnym profilu na Facebook’u pani Katarzyny Richter jest sprzeczny z obowiązującymi standardami i systemem wartości Polskich Linii Lotniczych LOT. Wyjaśniamy zaistniałą sytuację bezpośrednio z naszym pracownikiem.


Pani Katarzyna poszła po rozum do głowy, usunęła swój obraźliwy wpis i przeprosiła publicznie: 

Chciałabym bardzo przeprosić załogę British Airways oraz wszystkich dotkniętych moim nieodpowiednim komentarzem. Żałuje swojego zachowania – nie powinnam oceniać kompetencji i wyglądu pracowników innej linii. Jeszcze raz przepraszam.

Czy to wystarczy? Na pewno nie, a konsekwencje zostaną wyciągnięte. 

Do ulubionych Komentarze

Głosy

Dodano 29 sierpnia 2019 o 18:08 przez e-wonsz
Turyści nad polskim morzem przegrywają w ten sposób tysiące złotych - niewinna gra czy zwykłe oszustwo?
Podobno najstarsze metody są zawsze najbardziej skuteczne. To stwierdzenie na pewno sprawdza się w przypadku naszego dzisiejszego tematu. Chodzi bowiem o grę starą, jak świat - lub może raczej oszustwo - na którą daje się nabrać tysiące turystów rocznie. Przebiegli naciągacze najczęściej czyhają na swoje ofiary w największych kurortach turystycznych. Bardzo wielu można spotkać w sezonie wakacyjnym nad polskim morzem. 

Gra, o której mowa, to gra w trzy kubki (lub czasem trzy karty). Zasadza działania jest bardzo prosta. Wystarczy odgadnąć, pod którym kubkiem znajduje się kulka, a zwyciężymy i zgarniemy sporą sumkę. Oczywiście wejście kosztuje swoje i najczęściej są to dość duże kwoty. Zasady działania wydają się łatwe i dlatego większość turystów daje się naciągnąć. problem polega jednak na tym, że tutaj nie da się wygrać. 

Najczęściej przy stole stoją osoby podstawione, którym oszust specjalnie pozwala wygrać duże sumy, aby w ten sposób zachęcić przechodniów. Kiedy zaczyna się robić poważnie, operator kubków najczęściej zręcznie chowa kulkę gdzieś w kieszeni tak, aby wszystkie kubki były puste. 

Metoda stara jak świat - a jednak działa i każdego roku zbiera żniwo. Policja drukuje nawet ulotki, w których ostrzega przed tego typu oszustwami, jednak ludzie i tak wciąż pozwalają się okradać. Kiedy następnym razem skusi was, żeby zagrać - lepiej sobie darujcie. 
Do ulubionych Komentarze

Głosy

Dodano 29 sierpnia 2019 o 18:08 przez e-wonsz
Widziałeś kiedyś psa z żółtą wstążką? Nie wolno ci go głaskać! Oto dlaczego

Jeśli mieszkacie w którymś z większych miast, to mogliście natknąć się już na psy spacerujące po parkach z żółtą wstążką przypiętą do smyczy. Pewnie od razu pomyśleliście, że to jakaś dziwna moda przyszła do nas z zachodu, albo że właściciel po prostu ma bzika na puncie swojego psa i stroi go w jakieś dziwne rzeczy. Jednak ta wstążka na pewno nie służy do ozdoby czworonoga. Jest to raczej swego rodzaju ostrzeżenie.

 

Nie wszystkie psy można głaskać. Niestety obcy ludzie często różnie reagują na obecność zwierzęcia w parku czy w autobusie. Niektórzy od razu przepychają się, aby tylko pogłaskać tą słodką kulkę futra. Żółta wstążka ma być sygnałem mówiącym nam o tym, że najpierw powinniśmy zapytać o zgodę właściciela psa, a dopiero potem zacząć go głaskać.

Oczywiście nie oznacza ona, że pies jest agresywny. Taki pies może być chory, lękliwy lub po prostu mógł się jeszcze nie przyzwyczaić do nowych warunków, od kiedy jego właściciel wziął go ze schroniska. Ma to być również sygnał dla opiekunów innych psów, aby trzymali oni z daleka swoje zwierzaki. Żółta wstążka może oznaczać również, że pies przechodzi jakiś trening i akurat nie powinien kontaktować się z obcymi.

Żółta wstążka oznacza więc po prostu tyle, że pies potrzebuje przestrzeni i nie powinniśmy się do niego zbliżać bez pozwolenia. Jest to część międzynarodowego projektu The Yellow Dog Project, który powstał już kilka lat temu w Kanadzie za sprawą treserki Tary Palardy

Oczywiście wstążki to nie jedyne możliwe żółte aplikacje. Projekt w końcu nazywa się „żółty pies”. Wystarczy więc po prostu dodać coś żółtego do stroju swojego pupila. Mogą to być wstążki, mogą to być muchy, mogą to być chustki, a nawet całe żółte kubraczki – do wyboru.

Do ulubionych Komentarze

Głosy

Dodano 28 sierpnia 2019 o 18:08 przez e-wonsz
Źródło: https://www.facebook.com/TheYellowDogProject/
Turysta w trakcie wakacji nad polskim morzem znalazł skarb warty kilka tysięcy złotych
Polskie morze nie jest wprawdzie najpiękniejsze, najbardziej przejrzyste i najcieplejsze na świecie, jednak każdego roku przyciąga całą rzeszę turystów. Nadmorskie kurorty w okresie wakacyjnym przeżywają istne oblężenie. Okazuje się jednak, że nasze polskie morze ma jedną zasadniczą przewagę nad innymi - w trakcie wypoczynku można znaleźć skarb warty nawet kilka tysięcy złotych. Coś podobnego udało się panu Tomaszowi, który był na wakacjach w Jastarni. 

Pan Tomasz natknął się na drogocenny kamień w trakcie zabawy z córką. Rodzina nurkowała i łowiła różne rzeczy z wody. Jedną z nich był pokaźnych rozmiarów bursztyn. Pan Tomasz postanowił zasięgnąć języka od jednego z handlarzy bursztynami. Rozmiar kamienia przypominał pięść dorosłego mężczyzny, a jego waga wynosiła ponad 200 gramów. Handlarz wycenił kamień na kilkaset tysięcy złotych. 

Okazało się jednak, że jest on znacznie cenniejszy. Wewnątrz kamienia zatopiony był bowiem owad, dzięki czemu jego wartość wzrosła niemal dziesięciokrotnie. Według wstępnych szacunków wynosiła ona około 2,4 - 4 tys zł. Pan Tomasz jednak ostatecznie nie sprzedał kamienia, a zostawił go sobie na pamiątkę. 
Do ulubionych Pobierz Komentarze

Głosy

Dodano 28 sierpnia 2019 o 17:08 przez e-wonsz
Banki ostrzegają: oszuści mają nową metodę działania - musicie na siebie uważać!
Oszuści internetowi znajdują coraz bardziej kreatywne sposoby, aby wyłudzać pieniądze od swoich ofiar. Jedną z metod, która cieszy się ostatnio ogromną popularnością, jest tzw. „oszustwo na BLIK-a”. Metoda działania jest bardzo prosta i mało skomplikowana, a w ostatnim czasie tak wiele osób dało się na nią złapać, że Alior Bank wydał nawet specjalne ostrzeżenie. Widzicie więc sami, że sprawa jest poważna. 

Oszustwo na BLIK-a jest bardzo proste. Polega na przejmowaniu słabo zabezpieczonych kont w mediach społecznościowych, a następnie zwracaniu się do najbliższych znajomych z prośbą o pożyczkę. Być może już nawet natknęliście się na takie wiadomości, a może nawet daliście się naciągnąć. 

Należy na siebie uważać i zawsze weryfikować to, czy rozmawiamy z prawdziwą osobą czy może z kimś, kto się pod nią podszywa. Sprawa jest o tyle trudna, że oszustwo nie jest realizowane przez boty, a przez żywe osoby, które mogą w każdej chwili sprytnie wymanewrować nas w rozmowie. 

Oszuści zwykle proszą o drobne sumy pieniędzy (kilkadziesiąt lub maksymalnie kilkaset złotych), jako powód pożyczki podając na przykład potrzebę zakupu leków. Następnie proszą o kod BLIK, aby wyłudzić pieniądze. Jest to dla nich najbezpieczniejsza metoda, ponieważ płatności BLIK często bardzo trudno wyśledzić. 

Jeśli więc następnym razem ktoś poprosi was o pożyczkę, nie udzielajcie jej za pomocą kodu BLIK. 
Do ulubionych Komentarze

Głosy

Dodano 28 sierpnia 2019 o 17:08 przez e-wonsz
Julia Wróblewska zaatakowana przez zboczeńca na dworcu PKP!
Julia Wróblewska została zaczepiona przez nieznajomego mężczyznę na dworcu kolejowym w Kutnie. Aktorka miała od niego otrzymać propozycję seksu. Opowiedziała o nieprzyjemnym incydencie na swoim profilu na Instagramie. Nieznajomy mężczyzna zaczepił ją na dworcu kolejowym w Kutnie, po czym zaproponował jej pomoc w niesieniu bagażu. W zamian domagał się seksu oralnego. Mimo że okłamałam go, że jestem zaręczona (noszę pierścionek na palcu serdecznym), za pomoc w niesieniu transportera domagał się zrobienia mu loda. Szedł za mną, zabrałam mu transporter z ręki i krzyknął do mnie: „Ej! Ja ci pomogłem! To tylko lodzik, chwila i po sprawie”. Myślałem, że się popłaczę, zwymiotuję i zemdleję naraz – relacjonowała na swoim Instastory.
Do ulubionych Pobierz Komentarze

Głosy

Dodano 28 sierpnia 2019 o 09:08 przez jatoja
Ten mężczyzna zgwałcił Norweżkę w Sopocie. Policja publikuje jego wizerunek prosząc o pomoc
Widoczny na zdjęciach mężczyzna ma związek z gwałtem na Norweżce - twierdzi sopocka prokuratura.  Zdjęcia pochodzą z monitoringu hotelu, w którym doszło do zdarzenia. Ujawnienie wizerunku mężczyzny nakazała Prokuratura Rejonowa w Sopocie. To ona od ponad dwóch lat prowadzi śledztwo w sprawie doprowadzenia przemocą kobiety do obcowania płciowego. Śledczy, m.in. na podstawie zeznań świadków i analizy monitoringu, ustalili, że związek ze sprawą ma mężczyzna w wieku ok. 25 lat, ok. 180 cm wzrostu. W dzień gdy popełniono przestępstwo był szczupłej budowy ciała, o jasnej karnacji ciała, miał włosy krótkie koloru ciemnego.
Do ulubionych Pobierz Komentarze

Głosy

Dodano 28 sierpnia 2019 o 09:08 przez jatoja
Źródło: https://wiadomosci.wp.pl/norwezka-zgwalcona-w-sopocie-policja-publikuje-wizerunek-6418077867161729a
Nowe fakty w sprawie filmu "Polityka" Patryka Vegi. Misiewicz jednak nie dopnie swego
Bartłomiej Misiewicz zrezygnował ze swoich żądań wobec Patryka Vegi. Były rzecznik MON chciał przeprosin i miliona złotych zadośćuczynienia od reżysera filmu "Polityka". Premiera filmu stała pod znakiem zapytania. Bartłomiej Misiewicz domagał się też usunięcia z filmu scen z udziałem wzorowanej na nim postaci. Grany przez Antoniego Królikowskiego bohater m.in. zażywa narkotyki i wdaje się w homoseksualną relację z przełożonym. Pełnomocnik Misiewicza złożył pozew do poznańskiego sądu, a ten skierował go do Warszawy. Z informacji "Gazety Wyborczej" wynika, że były rzecznik MON na początku sierpnia cofnął wniosek o wstrzymanie dystrybucji filmu Vegi. Postępowanie w tej sprawie zostało więc umorzone.
Do ulubionych Pobierz Komentarze

Głosy

Dodano 28 sierpnia 2019 o 09:08 przez jatoja
W Gdyni wybuchł pożar wywołany przez ELEKTRYCZNĄ HULAJNOGĘ. To już KOLEJNY taki przypadek w Polsce
Jak podaje WP wiadomości, awaria elektrycznej hulajnogi wywołała pożar w jednym gdyńskich budynków, w związku z czym potrzebna była natychmiastowa interwencja strażaków. Przez ogień doszczętnie spłonęło wyposażenie balkonu. Przed godziną 8 ogień pojawił się na balkonie jednego z budynków przy ul. Bieszczadzkiej w Gdyni. Na miejsce skierowano pięć zastępów strażaków - podaje Radio Gdańsk. Nikomu nic się nie stało. Jakby tego było mało, w ostatnich tygodniach wielokrotnie dochodziło do podobnych wypadków, które mogły skończyć się tragicznie. Kilka dni temu w Sopocie nieoczekiwanie zapaliła się bateria hulajnogi pozostawionej na chodniku. Oprócz tego pod koniec czerwca na warszawskim Gocławiu wybuchła bateria w elektrycznej hulajnodze, a w Poznaniu w wyniku eksplozji sprzętu z okien jednego z pobliskich budynków powypadały szyby.
Do ulubionych Pobierz Komentarze

Głosy

Dodano 28 sierpnia 2019 o 09:08 przez jatoja
Następna